Sopot - turyści.
W Sopocie byliśmy z żoną zaraz po ślubie, a to już prawie 20 lat. Żona oglądała reportaż o Sopocie, który był pokazywany w naszej telewizji pomiędzy jedną częścią festiwalowego koncertu, a drugą i tak się rozmarzyła, że zaraz na początku września wzięliśmy sobie tydzień urlopu. W Grandzie nie było już miejsc, ale za to skorzystaliśmy z usług hotelu
Sopot . Też dobrze, a nawet lepiej, bo człowiek nie czuje się aż taki skrępowany tym blichtrem wielkiego świata. Swoje wakacje postanowiliśmy spędzić aktywnie na zwiedzaniu, uczestniczeniu w różnych imprezach i ogólnie na używaniu. Tylko jeden dzień leniuchowaliśmy na plaży, a tak cały czas łaziliśmy po mieście. Między tym Sopotem sprzed lat i obecnym jest duża różnica. Wyładniał, nie jest już tak zaściankowy, jak się miejscami wydawał 20 lat temu, a bardziej światowy. Plan zwiedzania był ustalany na bieżąco. Zdaliśmy się na przypadek i całkowity spontan. Opera Leśna, wczesnośredniowieczne grodzisko, kościoły i kapliczki, zabytkowe domy, wille i kamieniczki, a do tego dworki i pałacyki. Sopot znaliśmy dotychczas tylko od strony plaży. To był błąd.